Filharmonicy się stroją

Och jaki piękny nasz język polski, że pozwolił na cudowną dwuznaczność tytułu tej wspaniałej książeczki. Filharmonicy się stroją to dzieło Karli Kuskin z ilustracjami Marca Simonta, opisujące pracę muzyków w najbardziej czuły i strojny sposób.

Praca muzyka wciąż pojmowana jest jako zajęcie odrobinę niepoważne, jako taka nie-do-końca-prawdziwa praca. No bo przecież poplumpać może sobie każdy, wielkiej filozofii w tym raczej nie ma. Oczywiście żartuję, wiadomo, że jest i filozofia, i egalitaryzm i pewne misterium. Książka Karli Kuskin opisuje dzień koncertu z perspektywy każdego z wykonawców. Najpierw opowiada o ich strojeniu przed wyjściem z domu, o wszystkich kosmetycznych i garderobianych zabiegach, jakie podejmują muzycy, żeby wyglądać przebojowo. A następnie wszystkie te drogi zmierzają w stronę filharmonii, świątyni muzyki, by połączyć siły, nastroić się – tym razem instrumentalnie i przenieść zaciekawioną widownię w świat najbardziej ulotnej, ale najbardziej sugestywnej ze sztuk. Nastrój zapewne też musi być niezły, bo – sądząc po ilustracjach, muzycy zdają się być zadowoleni ze swojej pracy, dumni z wykonywanego zawodu, spełnieni w marzeniu o ciekawej przyszłości. Najważniejszy pan o falowanych włosach – pan dyrygent chrabąszcz, prowadzi tę zgraną gromadę ku jakiemuś uczuciu, przeżyciu, ekscytacji z odczytywania tego, co pomiędzy nutami, bo przecież to typowe dla sztuki, że ważne musi ukryć. W blasku kryształowych żyrandoli, wśród zapachu kalafonii, z metalicznym spluwaniem waltorni w tle, zaczyna się magia, rozpościera się nieuchwytne, wypełnia po brzegi kwadratową misę muzycznego budynku. I niech rzuci kamertonem ten, kto choć raz nie zadrżał przy pompatycznym buczeniu puzonów, albo nie otarł łzy w solidarności z łkającymi skrzypcami.

Praca muzyka to praca jak każda inna – godziny ćwiczeń, dziwaczny czas pracy, powtarzalność, ciągłe próby, koncerty, nieustanna konieczność doskonalenia swojego warsztatu. Kuskin pokazuje ten świat jako pewną wartość, daje do zrozumienia, że odświętne stroje artystów są wyrazem wyjątkowość chwili, wkraczania do sfery sacrum, wyższej formy sztuki. I chociaż w rzeczywistości nie wszyscy aż tak się stroją, nie wszyscy przycinają brody i zakładają eleganckie gorsety, a fraki wrzucają na siebie już w filharmonii, w końcu to strój służbowy, to warto sięgnąć po tę piękną książkę, która pokaże dzieciom – a może także dorosłym? – co się dzieje do momentu, gdy przed naszymi oczami stroi się orkiestra.

Bardzo uprzejmie dziękuję Wydawnictwu Muchomor za egzemplarz książki.

Zdjęcie okładki wypożyczyłam ze strony Wydawnictwa.