Asa Lind, Chusta babci

A co, jeśli nie powiemy dzieciom o śmierci? Czy rozkminią same? Czy będą szukać pomocy? Czy znajdą spokojne miejsce, żeby po swojemu się zastanowić? A może na ich drodze pojawi się kompan, który najlepiej wytłumaczy, jak to z tą śmiercią naprawdę bywa?

Babcia wróciła ze szpitala. Hurra! Teraz można zająć się tymi wszystkim rzeczami, które odeszły na bok, gdy chorowała: można gotować klopsy, których babcia nie je; można ganić dzieci za przesiadywanie w wannie i rozmyślanie nad świętym spokojem; można wreszcie schować się w cichym, bezpiecznym kącie i usłyszeć własne myśli, tak zbieżne z myślami kuzyna. Babcia, bezpieczna i cicha ostoja w tym całym rozwrzeszczanym szaleństwie, nie ma absolutnie żadnego interesu w odświętnym zamieszaniu; nie ma jednak również nic na przeciw, skoro młodzi dobrze się bawią i mają co robić. Babcia stanowi w rozgardiaszu centrum, początek i – jak się okaże – koniec całej historii. Gdy pomyślimy o swoich babciach – szczęście tych, którzy wciąż je mają – skojarzenia są różne: babcia krojąca makaron, który suszy się na wielkich płachtach w dużym pokoju. Babcia gotująca mleko z lanymi kluskami, najpyszniejsze śniadanie dzieciństwa. Babcia niezgrabnie truchtająca po parku, gdy uciekałam na rowerku. I wreszcie babcia niema, milcząca, patrząca już nie na mnie, a przeze mnie, gdzieś w krainę, którą mam nadzieję poznać jak najpóźniej. Taka kolej rzeczy, że to babcia toruje tę smutną drogę, przeciera szlaki, ale przecież też czeka gdzieś po drugiej stronie, witając michą rosołu z makaronem własnej roboty. I jak się okazuje, można z nią o tym porozmawiać, bo wśród wszystkich zagonionych dorosłych ona jedna ma już na to czas. I opowiada bez zadęcia, bez ogródek, bez dewaluowania dziecięcej wrażliwości i wyobraźni. 

Jestem nieustannie zakochana w twórczości Asy Lind, bo Karusia i Piaskowy Wilk zauroczyły mnie od pierwszej strony. Autorka dowodzi, że umie opowiadać o tym, co naprawdę w życiu ważne, a robi to w ciszy, skupieniu, w akompaniamencie morskich fal, jazgot i harmider pozostawiając gdzieś daleko, poza sobą i poza lekturą. Życzyłabym sobie, moim dzieciom i wszystkim czytelnikom, żeby takich książek było więcej.

Bardzo dziękuję Wydawnictwu Zakamarki za egzemplarz książki.

Zdjęcia okładki ze strony Wydawnictwa.