Eva Susso i Benjamin Chaud, Binta tańczy

Jeśli szukacie książki idealnej do nauki czytania, rozmowy o różnorodności, miłości i rodzinie, o byciu razem i posiadaniu swojej przestrzeni w tej zażyłości, to sięgnijcie po opowieść o Bincie, siostrze Lalo. 

Benjamin Chaud ujął mnie już wiele lat temu postacią Pomelo. To mały słonik, który poznaje świat i pomaga dzieciom zapoznać się z jego piękną heterogenicznością. Ilustracje Chauda są proste, dziecięce, niekoniecznie oddają wiernie długości, szerokości i inne mierzalne wartości. Pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że często trudno na nie patrzeć 😉 Jest w nich jednak pewna radość, melancholia i spokój, które idealnie oddają rodzinną atmosferę rodziny Binty. Zapełniają książkę do tego stopnia, że tekst niewiele wnosi, ale świetnie nadaje się do nauki czytania. Zdania, a raczej stwierdzenia, są krótkie, zbudowane najwyżej z trzech słów, tak, że pięciolatek kojarzący literki jest w stanie przeczytać tę lekturę. 

Co mnie jednak najbardziej urzeka, to zwrócenie uwagi na model rodziny. Szaleni hipisi, żyjący w czerwonym domu z psem przypominającym krowę, biegajacy po trawie i walący w bęben – to tylko wierzchołek góry. W jej centrum znajduje się odmienny kolor skóry, wzajemna troska, poczucie indywidualizmu, przynależności i głębokiej wspólnoty. Wydaje mi się, że takiego stanu nie da się osiągnąć inaczej jak otwartością, elastycznością, ciekawością drugiego. I mam taką refleksję, że w naszych ciężkich czasach potrzeba takich książek jak niniejsza, żeby nauczyć nasze dzieci, że inne znaczy inne, nie gorsze. I może czasem też nam, rodzicom, przyda się takie przypomnienie. 

Zdjęcie okładki ze strony wydawnictwa Zakamarki.