Rocio Bonilla, Najwyższa na świecie wieża z książek

To już nie czas na bajki z morałem

Jerzyk to ciekawski chłopiec. Odkąd nauczył się patrzeć na świat, szuka w nim inspiracji i szansy na spełnienie swojego marzenia – chciałby latać. Z wypiekami na twarzy ogląda wypełnione helem balony, które szybując wśród drzew wsłuchują się w ich szum i chłoną te piękne historie pisane ręką Matki Natury.

Jerzyka interesują ptaki, samoloty i Superman, i wszystkie te istoty, które napędzane energią własną, paliwem lub siłą wyobraźni wzbijają się do chmur i patrzą na świat z poziomu obłoków. Piękne to marzenia, ale jak je zrealizować, jeśli jest się człowiekiem, w dodatku malutkim? Dlatego Jerzyk prosi mamę, by nabyła dla niego odpowiedni zestaw skrzydeł. Wszelkie próby zaspokojenia potrzeb chłopca spełzają na niczym, bo żaden z zestawów nie spełnia oczekiwań – są po prostu zbyt zwyczajne.

Wreszcie mama, zawsze chętna do pomocy kreatywnemu synkowi, postanawia rozwiązać jego problem w sposób, który początkowo wydaje mu się niewystarczający – podarowuje mu książkę. Chłopiec na początku nieufnie, ale z wrodzoną ciekawością zaczyna przygodę z lekturą, która zaprowadzi go na szczyty ciekawości.

Ilustracje pięknie oddają historię czytaną przez Jerzyka. Niezależnie, czy siedzi w brzuchu wieloryba czy w zimowej norce Yeti, zawsze skupia się na lekturze a postacie z książek bez zbędnych ceregieli stają się jego zaufaniem kompanami. Każdy książkowy mól wie, że właśnie ta chwila, kiedy bohater książki staje się żywą postacią i przeżywa świat razem z nami, to najpiękniejsza czas i zarazem poczucie totalnego bezpieczeństwa, oddania i otwarcia drzwi własnej wyobraźni na nowe doznania. Nagle można szybować, zwiedzać nowe miejsca, zawierać satysfakcjonujące znajomości i żyć tak, jak by się naprawdę chciało.

Historia Jerzyka jest oczywiście motywująca do czytania i na pewno znajdzie się dziecko – zapewne nie jedno – któremu doda skrzydeł w rodzicielskiej walce o wykreowanie bibliofila. Wydaje mi się jednak, że – jak sugeruje tytuł recenzji – mało w niej morału. Klasyczne bajki do jakich przywykło moje pokolenie, bazują na silnych charakterach, sytuacjach mocno przerażających lub przerysowanych, ale tak, by pokazać pewne cechy, wytłuszczać negatywne zachowania i nauczyć, jak należy postępować. Dzisiaj, w pokoleniu naszych dzieci, książki zarysowują problem i w moim odczuciu słabo nakłaniają do głębszej refleksji. Nie wiem, czy taki jest cel literatury – może mam zbyt wysokie oczekiwania – przecież to całkiem możliwe. Ale jednak zdarzają się książki mądre i wyjątkowe. Myślę, że trzeba jeszcze więcej czytać, a na pewno się na taką trafi 🙂

Bardzo dziękuję Ewelinie i Adzie za wypożyczenie książki do zerecenzowania 🙂

Zdjęcie okładki wypożyczyłam ze strony Wydawnictwa Papilon.